sobota, 2 września 2017

I. Sprawa Słowackiego



(c) Google Grafic



"Dopóki czy­tel­nik jej nie ot­worzy, dopóty książka jest tyl­ko zbiorem słów." - Ursula K. Le Guin


Biblioteka to miejsce, w którym można się odprężyć oraz znaleźć spokój.  Ja, Katarzyna Malinowska, uwielbiam spędzać czas właśnie tam. Czytać. Wypożyczać książki, rozmawiać z bibliotekarką.

I to właśnie od niej dowiedziałam się o „sprawie słowackiego”. 

Ale co to „sprawa słowackiego”?

Ostatnimi czasy zaczęły znikać książki z biblioteki, a dokładnie od trzech tygodni. Dzieła Juliusza Słowackiego, autora „Balladyny” „Testament mój” i wielu innych wspaniałych tekstów. Bibliotekarka zawiadomiła już policję, ale w pomieszczeniu nie było kamer, więc policja nie mogła niczego ustalić.

Co ciekawe, zawsze zniknęły tylko książki Juliusza Słowackiego, a nie Mickiewicza, Norwida czy Sienkiewicza. Tylko Słowackiego.

Jako że byłam detektywem, zainteresowała mnie ta sprawa. Postanowiłam dowiedzieć się jeszcze więcej…

— Pani Kowal, czy nie zauważyła pani kogoś podejrzanego? 

—Katarzyno, do tej biblioteki przychodzi mnóstwo osób ostatnimi czasy, aż sama jestem zdziwiona. Wcześniej było tu tak mało ludzi, starsze panie mieszkające w okolicy, trochę studentów, no i ty.  A teraz! — Złapała się teatralnie za głowę. — Tyle młodych ludzi. Naprawdę nie wiem, jak to się stało, ale to mnie cieszy.

— Nie zastanawiała się pani, skąd takie nagłe zainteresowanie tą malutką biblioteczką? — zapytałam, notując słowa kobiety. 

Biblioteka była naprawdę malutka, ale pani Kowal zadbała o wszystko. Czytelnia składała się z trzech pomieszczeń. Na parapecie znajdowało się miejsce do czytania, a z boku drugiej sali stały dwa komputery. Nie były to laptopy, tylko zwykłe dwa stacjonarne komputery. 

Biurko bibliotekarki można było zobaczyć od razu na wejściu. Nic nie mogło ujść jej uwadze, ale jednak uszło i to nie jeden raz. Nie mogła przecież przeszukiwać wszystkich przed wyjściem. 

— Zastanawiałam się, ale przypomniałam sobie, jak ostatnio był tutaj nauczyciel z tego liceum na przeciwległej ulicy. Przedstawił się i opowiedział mi, że chce poprowadzić promowanie czytania w szkole i spytał, czy nie będę miała nic przeciwko, jak moja biblioteka będzie na liście bibliotek, które poleca. No nie miałam nic przeciwko, przecież o to chodzi, by było tu więcej czytelnictwa. Tylko od tego momentu wszystko się zaczęło. Te kradzieże, przepychanki..

— Jakie przepychanki? — Sprawa zaczęła się robić coraz bardziej ciekawa. 

— A takie, ostatnio tacy chłopcy z liceum zaczęli się tutaj bić o jakąś książkę…szkoda gadać — westchnęła ciężko.

— Jaką książkę? — zapytałam.

— A też Słowackiego… Balladynę. Byłam zdziwiona, po co im w liceum, bo się tego już tam nie przerabia. A poza tym było więcej tomów. Nie rozumiem tego wszystkiego. Lepiej było, jak nie było tej dzieciarni…

— Proszę się nie denerwować, zajmę się tym. — Uśmiechnęłam się delikatnie do bibliotekarki. 

— O jak dobrze, może nareszcie będzie spokojnie — odetchnęła z ulgą. 

****

Pierwszym miejscem, jakie odwiedziłam, było liceum ogólnokształcące naprzeciwko biblioteki. Skoro to zaczęło się od wizyty profesora w czytelni, to trzeba się tam udać. Swoje kroki powiodłam do pokoju nauczycielskiego, gdzie udzielono mi informacji, że tą akcją zajmuje się profesor Bruzda. Niestety nie było go obecnie w szkole, ponieważ w poniedziałki miał wolne. 

Nie chcąc tracić czasu, postanowiłam porozmawiać trochę z uczniami o akcji czytelniczej organizowanej przez polonistę. Zatrzymałam jakąś dziewczynę, która  szła do szatni.

— Dzień dobry, mam parę pytań związanych z akcją czytelniczą? 

— Nic nie wiem, do widzenia – odpowiedziała. 

Podeszłam do jakiegoś chłopaka, który siedział na ławce.

— Cześć, bierzesz udział w akcji czytelniczej? 

— Nie, śpieszę się — odsunął się i odszedł. 

Uwierzycie, jak powiem wam, że wszystkie osoby, które zapytałam, nic nie wiedziały? No, może nie dotarłam do tej odpowiedniej klasy.

****

Następnego dnia zaczęłam od przepatrzenia biblioteki, a zwłaszcza działu z książkami Słowackiego. Według spisu powinno być ich wszystkich pięćdziesiąt, a zostało zaledwie osiemnaście. Podobno siedem zostało wypożyczonych, ale dwadzieścia pięć wyparowało w powietrze. 

Co ciekawe, na niektórych książkach zobaczyłam czerwoną kartkę podczas wertowania stron, ale nie były to znaczki biblioteki, zwykła czerwona kartka. W ośmiu z osiemnastu czerwona kartka znajdowała się na stronie trzydzieści siedem. A w kolejnych czterech znajdowały się karteczki niebieskie. Nie wielka, ale do zauważenia. 

Zastanowiło mnie to. Spytałam się pani Kowal:

— Proszę pani? Dlaczego w tych książkach są takie karteczki? 

Podeszła do mnie od razu i ze zdziwieniem zaczęła się przyglądać kartkom w książkach. 

— Nie mam pojęcia, Kasiu, nic takiego nie było tutaj wcześniej…— zaczęła wyjmować karteczki z książek, ale ja jej przerwałam. 

— Niech pani to zostawi, proszę. Zobaczymy, czy będą znikać te z karteczkami czy bez.  

— Ale…no dobrze. Nie będę się wtrącać. Rób, co musisz. — uśmiechnęła się lekko i poszła do swojego biureczka. 

****

Po godzinie czternastej udałam się znowu do liceum i eureka! Pan Bruzda był w szkole. Zapukałam do pokoju na drugim piętrze, gdy usłyszałam „proszę”, weszłam. Uścisnęłam rękę wysokiego blondyna. Na oko miał czterdzieści parę lat. 

Usiadłam naprzeciwko niego i zaczęłam rozglądać się po pokoju. Na ścianach w sali wisiały portrety znanych pisarzy z różnych okresów. Moją uwagę przykuł obraz Słowackiego, który wisiał w centralnym miejscu. Również gazetka na tablicy korkowej dotyczyła Słowackiego. 

— Słowacki to pana ulubiony poeta? — Wydawało mi się, że facet ma jakąś obsesję na punkcie tego poety. 

— Wie pani, to bardzo nie doceniona postać. Jego dzieła są niesamowite, czytała pani jakieś? zapytał z zadowoleniem.

— Oczywiście i to nie raz. Przyszłam tu w innej strawie, ale trochę może powiązanej. — Pomyślałam o nazwanej przez bibliotekarkę „sprawie słowackiego”. — Może mi pan coś więcej opowiedzieć o akcji z bibliotekami, podobno to pan jest za nią odpowiedzialny. 

— Tak — zaczął — chciałem zachęcić młodzież, którą uczę, do czytania. Ponieważ w dzisiejszych czasach coraz bardziej zanika sztuka czytania. Postanowiłem współpracować z paroma bibliotekami i gdy uczeń wypożyczył coś, dostawał od bibliotekarki karteczkę, która to potwierdziła. — Wyjął jedną z takich karteczek z koszyka, w którym było ich pełno. — Za każde wypożyczenie i opowiedzenie o tej książce, uczeń może dostać ocenę pozytywną lub plusa, w zależności od ocen danego ucznia czy uczennicy. 

Przypatrzyłam się karteczkom. Chyba jego akcja się udała.

  — Czy może pan dać mi spis bibliotek, które brały w tym udział? 

— Oczywiście, ale musi mi pani powiedzieć, dlaczego? — Uśmiechnął się do mnie delikatnie. 

— Prowadzę śledztwo w sprawie kradzieży książek z biblioteki. Proszę nie pytać o szczegóły, nie mogę — odpowiedziałam zgodnie z prawdą. 

— Proszę — powiedział, gdy wyjął z teczki listę bibliotek, które brały udział w akcji. 

Zobaczyłam tam parę znanych mi miejsc. No, to miałam trochę więcej roboty, niż myślałam. Westchnęłam ciężko. — Dziękuję w takim wypadku, jak będę miała jeszcze jakieś pytania, to się odezwę do pana. —Wstałam i uścisnęłam mu rękę. 

— Życzę pomyślnego rozwiązania sprawy. — Uśmiechnął się. 

— Dziękuję. — Rozejrzałam się jeszcze raz po sali, a potem wyszłam, czując się obserwowana przez grupkę uczniów na korytarzu. 

****

Kolejny dzień rozpoczęłam od odwiedzenia czytelni z listy. Udało mi się tylko parę  z nich, ponieważ w większości były one otwierane dopiero po południu. 

W tych, których udało się porozmawiać narzekali na częste odwiedziny młodzieży i hałas, jaki tworzyła. Na szczęście w żadnej nic nie ukradziono, ale wypożyczono prawie cały nakład Słowackiego. Ledwie znalazłam jedną czy dwie książki. Co ciekawe, jedna z nich miała na stronie trzydzieści siedem czerwoną kartkę, a druga niebieską. Znowu. 

O co w tym wszystkim chodzi? Zadawałam sobie to pytanie parę razy w ciągu dnia. Po co komuś tyle książek Słowackiego?

Mając już parę tropów, starałam sobie wszystko jakoś ułożyć w głowie. 

****

W czwartek, gdy znowu odwiedziłam szkołę, udałam się do dyrekcji, porozmawiać o kradzieży. 

— Myśli Pani, że uczniowie mogą mieć jakiś związek z kradzieżami? — zapytał mężczyzna trochę zdziwiony. Starałam się odczytać coś z jego twarzy. Sprawiał wrażenie jakby już coś o tym wiedział.

— Tak, ale nie wszyscy. Tylko muszą być wyłącznie uczniowie pana Bruzdy. Z tego, co innych pytałam, to nie wiedzą nawet o tej akcji. 

— Mhm… — zaczął intensywnie myśleć. Podrapał się po swojej łysej głowie, widać było, że już parę lat spędził na tym stanowisku i wiele rzeczy doświadczył. — Niech pani pójdzie do pani Szczurek, chemiczki. Narzekała ostatnio na pewną grupę na radzie pedagogicznej. Szczerze, to zbagatelizowaliśmy trochę ten problem. 

— Dziękuje. Spróbuję. —Uścisnęłam rękę i wyszłam z gabinetu na poszukiwanie chemiczki. 

****

            Znalazłam panią Szczurek na korytarzu, gdzie miała dyżur. Z chęcią zaczęła mi opowiadać o problematycznej ekipie uczniów.

  Wie pani! Ta cała grupka maniaków pisarzy nie daje mi spokoju. Teraz przeszli na Słowackiego i czytają na chemii! Wyobraża to sobie pani?

— Grupa maniaków pisarzy? — Słowacy, maniacy książek, nauczyciel polonistyki. Coś zaczęło mi świtać.

— Tak! Co jakiś czas mają innego pisarza i nie odpuszczają, dopóki go dogłębnie nie poznają. A temu wszystkiemu przewodzi ten Bruzda, nie cierpię go. Panoszy się po szkole jakby nie wiadomo kto! Szkoda mówić, naprawdę. – Zdegustowana, pożegnała mnie, ponieważ zadzwonił dzwonek na lekcje.

****

Z ciekawości na kolejnej przerwie udałam się do profesora Bruzdy z kolejnymi pytaniami. Znalazłam go dość szybko, ponieważ pełnił dyżur na drugim piętrze. Uśmiechnął się, widząc mnie znowu. 

— Znowu się spotykamy, pani Katarzyno, przypadek? — zaśmiał się, mówiąc to.

— Niestety, nie. Może mi pan coś powiedzieć o pańskich uczniach, którzy słyną z dużego zainteresowania pisarzami?

— Oczywiście! To świetne dzieciaki! Teraz zaczęliśmy omawiać Słowackiego, uwierzy pani, że się nim tak bardzo się zainteresowali? 

— Uwierzę…czy dzieciaki wypożyczają książki tego pisarza na lekcje?

— Tak, jedni mają w domu to przynoszą, drudzy wypożyczają.

— Mógłby pan zorganizować z nimi spotkanie? Chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej. — uśmiechnęłam się do niego delikatnie. 

  No dobrze, ale pójdzie pani ze mną na kawę. — zaśmiał się. 

Pokiwałam tylko głową. Kawa? Najpierw rozwiązanie sprawy.

****

Następnego dnia, jak ustaliłam z dyrektorem i panem Bruzdą, przygotowano spotkanie z uczniami profesora od polskiego. I dowiedzieliśmy się wszystkiego.

****
Teraz siedziałam w bibliotece pani Kowal opowiadając jej o wszystkim.

— Dobrze, że te dzieci oddały te książki i mnie przeprosiły. No, nie gniewam się już. – Pani Kowal z radością opowiadała mi o spotkaniu z młodzieżą, która przyznała się, dlaczego to zrobiła i oddała książki. 

— I tak to było nieetyczne i niezgodne z prawem, ale naprawdę tak oddanych czytelników dawno nie spotkałam — westchnęłam. — Jak rozmawiałam z panem Bruzdą, było mu bardzo głupio, bo o niczym nie wiedział. A dzieciaki postanowiły „podzielić” klub na niebieskich i czerwonych i dlatego te kartki. Każdy, kto przyniósł książkę z danym kolorem, należał do innej drużyny.

  Ale mogli wypożyczyć przecież, nic bym im nie zrobiła — powiedziała smutna bibliotekarka. 

— Wiem, ale niektórzy tego nie rozumieją. A kradzież jest zła i teraz mają za swoje. Myślę, że dobrą karę wymyślił im dyrektor. Przynajmniej jakoś pomogą pani. 

— Tak, a szczerze, mi pomoc się przyda. Rozmawiamy trochę o pisarzach. 
— To dobrze. Przynajmniej tyle dobrego. 

— Dziękuje, Kasiu. — uśmiechnęła się do mnie promiennie.

— Nie ma sprawy, niech mi pani wypożyczy książkę Słowackiego — mrugnęłam do niej rozbawiona. 


****
Rozdział betowała:Agrat bat Machlat


Witajcie!
Na wstępie chce zaznaczyć, że nie jestem zadowolona z tego rozdziału, pracowałam nad nim z betą tak naprawdę dwa miesiące i co próbowałam coś zmienić to traciłam konspekt tego początku.
Pragnę was zaprosić na opowiadanie detektywistyczne mojego autorstwa. 
Planuje dziesięć rozdziałów czyli dziesięć opowieści. Jedna w miesiącu. 
Jestem przekonana, że gdy skończę to opowiadanie, zobaczę różnice w moim stylu pisania i myślenia, będę w końcu o rok starsza. 
Ten rozdział jest strasznie przejściowy, szybki. Postaram się by kolejne takie nie były. 
Nad zakładkami pracuję, więc bądźcie cierpliwi. 
Proszę was o komentarze, bo one i mobilizują i pomagają. 
Pozdrawiam!
 
Lydia Land of Grafic